Czy faktycznie mamy wolną prasę?

Wolna prasa to jedna z podstawowych, zagwarantowanych konstytucyjnie wolności obywatelskich, oznaczająca jej funkcjonowanie bez zewnętrznych ingerencji prawnych i politycznych mających na celu sterowanie publikowanymi treściami. W demokratycznym państwie swoboda mediów jest dla społeczeństwa kluczowa. Żyjąc jednocześnie w państwie o liberalnej gospodarce, należy pamiętać, że media mogą być „sterowane” za pomocą kapitału i przez to nigdy nie będą wolne w pełnym rozumieniu tego pojęcia.

Organizacja Reporterzy bez Granic obniżyła pozycję Polski w Światowym Rankingu Wolności Prasy. Nasz wynik obniżył się z 18. miejsca na 47. Według RbG, jest to efekt polityki medialnej obecnej partii rządzącej i praktykowanego „ręcznego sterowania” wiadomościami w mediach publicznych. Organizacja dopatruje się w tym zagrożenia dla wolności prasy i pluralizmu. Obecny przekaz medialny bazuje na deprecjonowaniu opozycji, szerzeniu populizmu {islam} i wystawianiu laurek rządowi, który funduje obywatelom obraz „Polski w ruinie”.

Obecny czas RbG nazywają „erą propagandy”, mając na uwadze obniżenie poziomu wolności mediów odnotowywane na całym świecie. W raporcie Polska jest użyta za przykład kraju, w którym zwiększono kontrolę mediów nad mediami publicznymi. Nasz ranking spadł o 29 pozycji, stawiając nas na szarym końcu Europy, a wyprzedzają nas takie kraje jak Trynidad i Tobago, orbanowskie Węgry czy kraje dawnego bloku sowieckiego, takie jak Litwa i Łotwa.

Powołana przez Prawo i Sprawiedliwość ustawa medialna daje rządowi szeroki zakres uprawnień w zakresie powoływania i odwoływania szefów mediów publicznych, w tym możliwość swobodnego rozwiązywania umów o pracę z pracownikami.  Próba wprowadzenia do Sejmu kontroli nagrywania posiedzeń (obraz miałby pochodzić tylko z kamer sejmowych) oraz wydawanie dziennikarzom zezwoleń na uczestnictwo w obradach komisji spotkało się z silnym oporem ze strony mediów i obywateli, którzy w grudniu licznie zaprotestowali przed budynkami Sejmu.

Prywatne media prorządowe są wspierane znaczącym strumieniem pieniędzy płynącym z sektora publicznego, mają lepszy dostęp do polityków, a ich reprezentanci często pojawiają się w roli „ekspertów” wypowiadających się na tematy polityczne. W ten sposób media opozycyjne posiłkują się pozyskiwaniem środków głównie z reklam, co również wypacza ich jakość.

Istnieje jednak kilka innych szkodliwych zjawisk, wynikających ze złego ustawodawstwa i ciążących na mediach dużo dłużej niż trwa obecna kadencja partii rządzącej. W chwili obecnej to na dziennikarzu spoczywa osobista odpowiedzialność karna za krytyczne publikacje, podczas gdy powinna ona leżeć po stronie redakcji. W ten sposób dziennikarze są pozostawieni sami sobie, mogąc co najwyżej liczyć w duchu, że w przypadku procesu redakcja chociaż opłaci im prawnika. Brak zakazów łączenia funkcji dziennikarskich z politycznymi powoduje, że samorządy lokalne zatrudniają miejscowych dziennikarzy jako swoich pracowników. Często właściciele małych, lokalnych portali, gazet i telewizji są etatowymi pracownikami urzędów, o czym mieszkańcy często nie mają pojęcia. Wiąże się to również z pozyskiwaniem środków z reklam płynących od lokalnych polityków mających swoje biznesy, co istotnie wycisza krytykę szkodliwych działań w regionach.

Prawdziwa wolna prasa to w dużej mierze utopia, która działałaby tylko wtedy, gdy finansowanie mediów odbywałoby się wyłącznie z portfela obywateli, bez próby politycznego ani biznesowego sterowania strumieniem pieniędzy. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest samodzielne badanie rzetelności przekazu {Nadmiar informacji} i wyprowadzanie własnych wniosków.