Fobie Polaków

Przez dziesięciolecia żyliśmy w jednorodnym etnicznie, odizolowanym społeczeństwie. Czasy komunizmu dość skutecznie blokowały migrację oraz przepływ idei między Polską a zachodem. Spowodowało to rozbudzenie strachu przed nieznanym – przed człowiekiem mówiącym w innym języku, o innym odcieniu skóry i innych zwyczajach. Te „koszmary” to coś, z czym dziś, jako Polacy, musimy się mierzyć.

Islamofobia

Konflikty na Bliskim Wschodzie od lat czynią z tego obszaru punkt zapalny na mapie świata. Trwa tam walka pomiędzy poszczególnymi dyktaturami i niedemokratycznymi siłami wpływów, na czym najbardziej cierpi ludność cywilna. Zniszczone miasta, osłabiona infrastruktura, korupcja – wszystko to powoduje, że masowe grupy ludzi kierują się w stronę krajów Unii Europejskiej, w poszukiwaniu spokoju i przyszłości dla siebie i swoich dzieci. Polacy do tej sytuacji są nieprzyzwyczajeni, choć paradoksalnie, ponad 20 milionów (sic!) naszych rodaków żyje poza granicami kraju. W dużej mierze powiązane jest to ze znaczącym procentem osób wiary katolickiej. Pozorne różnice w obyczajach, które mają swoje religijne podłoże stanowią zarzewie potencjalnego konfliktu i rodzą niechęć prawie co drugiego Polaka (43% badanych nie chciałoby mieć za sąsiada uchodźcy; TNS Polska, 2015 r.). Najwięcej jednak emocji budzi zakorzeniony stereotyp dżihadu, według którego wszyscy muzułmanie mają obowiązek wyciąć w pień innowierców. Pomijając nawet fakt, że Koran o czymś takim w ogóle nie mówi, zorganizowane grupy ekstremistów z Bliskiego Wschodu pod pretekstem wiary dokonują zamachów terrorystycznych w różnych zakątkach globu {Islam vs. Terroryzm} – i niekoniecznie tylko w Europie i USA. Strach przed przeniknięciem terrorystów wśród fali uchodźców na tereny UE, w tym Polski, rozbudza w nas potwory. Posługując się jednak twardymi liczbami, w tym i ubiegłym dziesięcioleciu w wyniku zamachów zginęło mniej ludzi niż w latach poprzednich. Co więcej, sprawcami tych najkrwawszych były organizacje o podłożu silnie katolickim, takie jak ETA czy IRA.

Homofobia

Polska homofobia ma również spore odbicie w zasadach nauczanych z ambony, jak również seria mniej lub bardziej prawicowych rządów spycha na bok temat prawnego, rzetelnego rozpoznania statusu osób homoseksualnych. Brak usankcjonowania m. in. związków partnerskich i adopcji powoduje, że związane ze sobą emocjonalnie dwie osoby dla państwa nie są do odróżnienia od dwojga obcych ludzi. Wielu Polaków uważa, że ów „problem” przyszedł do nas z zachodu, jest jedynie swoistą fanaberią oraz sprawą prywatną samych zainteresowanych. Powoduje to negatywne nastawienie podczas prób podnoszenia społecznych dyskusji, budzi niezdrowe emocje na ławach poselskich, a samo środowisko posądzane jest o lobbing i zmowę z pozostałymi frakcjami uważanymi pogardliwie za „lewackie”. Osoby homoseksualne stanowią drugą co do liczności grupę, która nie jest mile widziana w naszym sąsiedztwie (40%).

Antysemityzm

Żydzi, choć żyjący z nami jako diaspora najliczniej i przez stulecia – we współczesnej Polsce również padają ofiarami mowy nienawiści. Choć obecne osób wyznania żydowskiego jest ułamek w porównianiu do czasu sprzed II Wojny Światowej, nadal przypisuje im się niejasne role w knuciu spisków, udziału w narodowym kapitale i szerokiej kontroli systemu finansowego. W Polsce istnieje oczywiście wiele spółek z kapitałem izraelskim, ale dzieje się to raczej w ramach wolnego rynku niż niewidzialnej ręki. Państwo Izrael posiada szereg spółek skarbu państwa, które poprzez rozmaite podmioty zależne inwestują swój kapitał w rozmaitych projektach na całym świecie – bynajmniej nie tylko nad Wisłą.

Gender

Gender to pojęcie akademickie, a pokrótce zespół cech, które społeczeństwo postrzega jako męskie lub kobiece i przyjmowane przez poszczególne osoby. W praktyce odnosi się do równości płci na płaszczyźnie społecznej i zawodowej, postuluje równe traktowanie bez względu na przynależność płciową – i to zarówno tej, jaka jest nam przypisywana, jak też tej, z którą sami się identyfikujemy. Aby zatem dobrze „wyłożyć” czym jest gender i utrwalać jego dobre praktyki, należy podjąć się tematów bardzo często niewygodnych. Okazuje się jednak, że najczęściej są one niewygodne dla dominującej dyskurs grupy mężczyzn. Przez lata w Polsce dominował model rodziny nazywany przez niektórych „tradycyjnym”, a przez innych „przestarzałym”. W modelu tym istniał wyraźny podział ról na zarabiających mężczyzn i kobiety zajmujące się domem i dziećmi. Brak dostępu kobiet do uczciwej rywalizacji na rynku pracy osłabiał ich pozycję zawodową, oferując gorsze posady i niższe zarobki. Dążenie w związku z tym do wyrównania płac i parytetów na stanowiskach budzi niechęć dotychczasowo dominującej grupy, jaką naturalnie objęli dawno temu mężczyźni. Gender to również zmiana podejścia w wychowaniu dzieci, które od najmłodszych lat pragnie się uwrażliwiać na kwestie równościowe. Wiąże się to ze zmianami w edukacji, w tym pokazywaniu różnych ról społecznych, co przez niektórych zostało okrzyknięte próbą zmuszenia chłopców do noszenia sukienek. Wystarczy jednak przeczytanie pojedynczego hasła encyklopedycznego, aby zrozumieć, że tzw. gender mainstreaming to nic innego jak dawanie wszystkim ludziom równego startu.

Powyższe zjawiska dają się zgrupować w jedną całość. Jeśli dołączymy do tego jeszcze rasizm, rusofobię, czy niechęć do ekologii lub in-vitro, okaże się, że jest to zbiorowy wyraz polskiej niechęci do jakiejkolwiek odmienności. Główną rolę odgrywa u nas jednorodność koloru skóry, silny związek z katolicyzmem i trudna historia. W obliczu zagrożenia ta jednorodność daje poczucie wspólnoty, która być może ocaliła nasz kraj w przeszłości nie raz. Ale czy w czasie pokoju Polak potrafi jakkolwiek dobrze współżyć ze swoim sąsiadem?